Patron szkoły

Nocą 17 sierpnia 1944 roku rozbił się w pobliżu lasu, należącego do majątku ziemskiego Ostrów (między Kazimierzą Wielką a Proszowicami - przedwojenny powiat miechowski) samolot aliancki Liberator, z załogą z 31 Dywizjonu Bombowego R.A.F, który po dokonaniu zrzutu lekarstw, środków opatrunkowych dla Powstańców Warszawy, został w drodze powrotnej do swej bazy we Włoszech zestrzelony przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą.

Spośród ośmioosobowej załogi tego samolotu, uratował się tylko jeden jej członek: drugi pilot porucznik Jannie Groenewald, Południowo-Afrykańczyk, który skoczył z płonącego samolotu ze spadochronem w rękach, bo takowego nie zdążył założyć. Twarz miał poparzoną, nie znał języka polskiego. Szukał pomocy u mieszkańców, rozproszonych w pobliżu zabudowań gospodarzy średnio i małorolnych. Znalazł takową, bowiem członkowie miejscowej organizacji, AK-BCH zajeli się nim. Został dporowadzony do majątku ziemskiego Nagorzany, stanowiącego własność mojej matki Lucyny z Cywińskich Tchuguttowej. Postąpiono tak, wiedząc, że było tam m.p. akowskiego szpitala polowego. J.Groenawald znał, poza swym ojczystym południowo-afrykańskim, język angielski i niemiecki, więc mógł się z nami porozumiewać. Pierwszej pomocy w opatrzeniu oparzeń udzieliła mu moja siostra Wanda, sanitariuszka A.K. ps. "Ryś", a następnie dr.Kuryło z Kazimierzy Wielkiej. Odwiedzał go też dr Skalski, przebywający czasowo w sąsiedniej wiosce Łękawie.

Po dojściu do zdrowia porucznik Groenewald zastanawiał się czy nie obowiązuje go przystąpienie do oddziałów partyzanckich Armii Krajowej. Wyperswadowałem mu jednak ten projekt, motywując to jego nieprzydatnością w tych formacjach, bo przede wszystkim nie zna on języka polskiego, a po drugie, jako Południowo-Afrykańczyk nie zniósłby uciążliwych warunków klimatycznych, w jakich przebywają leśne oddziały partyzanckie A.K.

J.Groenewald został zarejestrowany w grupie lotników alianckich, znajdujących się pod opieką Dowódcy IV baonu/120pp/106 dywizji Piechoty A.K.,ponieważ ja podlegałem jako dowódca 3-ciej kompanii A.K., dowódcy IV baonu A.K. tj. porucznikowi: Stanisławowi Padło PS. "Niebora" z Koszyc. Lotnik Groenewald był człowiekiem bardzo sympatycznym i towarzyskim. Wyrobiłem mu, przy pomocy pani Tadeuszakówny, sekretarki landkomisarza Schmidta, który po upadku "Rzeczpospolitej Kazimiersko-Pińczowskiej" powrócił na swe stanowisko w Kazimierzy Wielkiej, fałszywą kennkaratę. Lotnika tego szanowaliśmy tym bardziej, że podobnie jak wszyscy obcokrajowcy/t.j. nie Polacy/ poleciał on na pomoc Warszawie, jako ochotnik.

Zachowywaliśmy, ograniczoną z resztą ostrożność nie pokazując go osobom obcym, a nawet nie wszystkim sąsiadom, odwiedzającym Nagorzany. Śniadania, obiady i podwieczorki jadł u siebie w pokoju, zazwyczaj w towarzystwie jednego z domowników, najczęściej mojej siostry Wandy, lub podchorążego Jerzego Kuleszy.Kolacje jadaliśmy wspólnie, gdyż niespodziewane późne odwiedziny należały do rzadkości.

Nadmienię, że w sierpniu 1944 roku odwiedził zastrzelonego lotnika RAF-Oficer Propagandy Rejonowego Inspektoratu A.K. "Maria"-"Granit" Walentyny Adamczyk w towarzystwie Jana Maniaka ps. "Mar" też z A.K.- Bch z Chruszczony Małej/Gmina Nagorzany. Powiat pińczowski.

Odwiedził go też Jerzy Grzymek ps. "Jur" , wydawca pisma konspiracyjnego "Wiarus" 120 pp A.K., natomiast Dowódzca 106 d.p.a.k. Inspektor Bolesław Nieczuja-Ostrowski ps. "Tysiąc", "Bolko" odbył w Nagorzanach rozmowę z J.Groenewald w ciągu dnia korzystał ze spacerów w obszernym ogrodzie i parku. Jeździł konno-odwiedziliśmy wspólnie niektórych sąsiadów, mianowicie panią Krystynę Wojewócką w Dalechowicach i państwa Karwackich.

W Paśmiechach. W owych czasach na człowieka jadącego konno nikt nie zwracał uwagi i nie zastanawiał się kto to może być. Wieczorami J.Groenewald grywał w brydża z osobami wysiedlonymi,zamieszkałymi wówczas w Nagorzanach i z domownikami /oczywiście nie na pieniądze /. Niebora przysyłała dla niego dobrze skrojone ubranie cywilne, zabrane z zapasów niemieckich. Reasumując: J.Groenewald był człowiekiem bardzo lubianym przez całe otoczenie i domowników: gospodarzy, rezydentów oraz służbę domową. Poza tym był on otoczony aureolą autentycznego bohatera. Jego poległym towarzyszom broni - lotnikom R.A.F. wystawili członkowie miejscowego AK-BCh skromny nagrobek: śmigło lotnicze koło lasu ostrowskiego. Istniało ono jeszcze w 1945 roku. Gdy odwiedziłem tamte strony w 1957 roku, już owego nagrobka śmigła nie było. W styczniu 1945 roku.

Armia Sowiecka przyjęła J. Groenewalda i jak wynika z listu jego rodziców do moich rodziców, / otrzymali oni ten list, już mieszkając w Krakowie, za pośrednictwem Gminy Nagorzany, jako ,że majątek Nagorzany został wywłaszczony na podstawie Dekretu P.K.W.N z 6.IX 1944 roku "o przeprowadzeniu reformy rolnej"

Został on w ciągu 2 tygodni odesłany przez Odessę do swej rodzinnej Południowej Afryki. Tam kontynuował swą pracę nauczyciela chemii w szkole średniej.

W 1957 roku wymieniłem z nim listy, ale odniosłem wrażenie, że obawia się on korespondencji z ludzmi zamieszałymi w "Bloku Wschodnim", więc tej korespondencji już nie kontynuowałem.

Dnia 23 sierpnia 1992 r. staraniem Koła w Proszowicach Związku Kombatantów i Byłych więźniów Politycznych, oraz przy pomocy mieszkańców Ostrowa, wmurowano na zewnętrznej ścianie Szkoły Podstawowej w Ostrowie tablicę pamiątkową dla uczczenia załogi rozbitego dnia 17 sierpnia 1944 roku samolotu alianckiego.Tablicę tę wykonał, w formie pracy społecznej artysta rzeźbiarz pan Antoni Kostrzewa.

Treść tej tablicy jest następująca:

Bohaterskim Lotnikom Alianckim 205 Grupy Bombowej 31 Dyw. S.A.A.F. którzy niosąc pomoc Walczącej Warszawie w czasie Powstania zginęli śmiercią lotnika w Ostrowie w dniu 17 sierpnia 1944 r.Z płonącego Liberatora uratował się 2 pilot leutenant Jannie Groenewald lat 27

Polegli za Polskę

Major pilot I J.M. Odendaal S.A.A.F. lat 28

Leutenant Observer B.T. Loxton lat -

Leutenant WIOP T.T. Watson lat 21

Leutenant WIOP A.J. Hastings lat 23

WIOI.WIOP J.B. Erasmus lat 23

WIO II.AIG. J.A.O. Steel lat 18

Sgt.AIB. G.T. Robinson R.A.F. lat -

Niech Bóg przyjmie Ich ofiarę

Tablicę tą po wsze czasy ufundowali

Związek Kombatantów Rzeczpospolitej Polskiej

I Byłych Więźniów Politycznych

Koło w Proszowicach

I Mieszkańcy Ostrowa